sobota, 21 marca 2020

Czarna Śmierć na Warmii (1708-1711)

   



     Powiadano, że przywlokli ją Szwedzi w XVIII wieku, a jej ogniska pojawiały się w co raz to nowych częściach Polski. W 1708 roku trafiła do Prus na działdowszczyznę, a miesiąc póżniej panowała już w Olsztynku. Na Warmii pojawiła się w grudniu, a na południu Warmii w 1709 roku. Z tym faktem wiąże się bardzo ciekawa legenda, którą przytaczał swego czasu ks. Ernest Laws. Potomkowie Macieja Koriata, jakoby jedynego ocalałego wówczas od zarazy mieszkańca wsi Kurki. powiadali tak :

     "W pamiętnym dla Warmii roku 1709 do zacisznej wsi Kurki miało przybyć z Polski dwóch podróżnych. Zwrócili się oni z prośbą do miejscowej ludności, aby pozwolono im zostawić przyczepę swego powozu nad brzegiem jeziora, do czasu ich powrotu z dalszej podróży. Bez trudu uzyskali na to zgodę, jednak przytroczony do przyczepy duży kufer stał się przedmiotem szczególnych zainteresowań lokalnych wyrostków wiejskich, a mianowicie Jana Koriata, Seweryna Przestępcy i Stefana Złodzieja.
     Podczas pewnej nocy wbrew przestrogom Koriata dwaj pozostali za pomocą dłuta i pilników otworzyli skrzynię. Oczom ich ukazał się trup zadżumionej mieszczki, przybranej we wspaniałe odzienie i lśniące ozdoby. Jednocześnie uderzył ich wstrętny zaduch, wydobywający się z kufra. Złodziej uciekł ze strachu do wsi, natomiast Przestępca, przezwyciężając strach i odrazę, ściągnął z trupa kosztowną bransoletę, lśniące pierścienie i naszyjnik z pereł. Następnie zamknął skrzynię i spokojnie udał się ze zdobyczą do swego domu. Zrabowane kosztowności Przestępca postanowił spieniężyć w Olsztynie. W tym celu następnej nocy popłynął w czółnie rzeką Łyną do tego miasta. Nie zauważyli go wartownicy, strzegący granic Warmii, gdyż spokojnie zabawiali się przy ognisku grą w kości. Po całodziennej wędrówce wodnej Przestępca dotarł do Olsztyna. Bezzwłocznie udał się do znajomej paserki, która mieszkała na tyłach kościoła parafialnego. Zaledwie zdążył pokazać jej swe kosztowności, osłabł nagle i rzucił się na łóżko. Na jego rozpalonej twarzy przerażona kobieta zauważyła czarne plamy i zaczęła krzyczeć: „Dżuma, czarna śmierć w mieście!”. Tym sposobem z Olsztyna zaraza miała rozszerzyć się na całą Warmię.

    We wsi Kurki, według legendy, ocalał tylko pasterz wiejski, Maciej Koriat. Przezwyciężając strach, pogrzebał on wszystkich zmarłych we wsi, po czym na jesieni 1709 r. wraz ze swymi owcami powędrował w stronę Nidzicy. Wzdłuż jeziora poprzez wieś Brzeźno dotarł do wsi Likuzy, gdzie zaledwie kilka osób pozostało przy życiu. Tu osiadł i ożenił się. Jemu i jego potomkom zawdzięczamy niniejszą legendę "





WSTĘP

"Nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las" ZAGINIONY ŚWIAT POŁUDNIA WARMII      Gdy w listopadzie 2021 ukończyliśmy d...