Powiadano, że przywlokli ją Szwedzi w XVIII wieku, a jej ogniska pojawiały się w co raz to nowych częściach Polski. W 1708 roku trafiła do Prus na działdowszczyznę, a miesiąc póżniej panowała już w Olsztynku. Na Warmii pojawiła się w grudniu, a na południu Warmii w 1709 roku. Z tym faktem wiąże się bardzo ciekawa legenda, którą przytaczał swego czasu ks. Ernest Laws. Potomkowie Macieja Koriata, jakoby jedynego ocalałego wówczas od zarazy mieszkańca wsi Kurki. powiadali tak :
"W pamiętnym dla Warmii roku 1709 do zacisznej wsi Kurki miało przybyć z Polski dwóch podróżnych. Zwrócili się oni z prośbą do miejscowej ludności, aby pozwolono im zostawić przyczepę swego powozu nad brzegiem jeziora, do czasu ich powrotu z dalszej podróży. Bez trudu uzyskali na to zgodę, jednak przytroczony do przyczepy duży kufer stał się przedmiotem szczególnych zainteresowań lokalnych wyrostków wiejskich, a mianowicie Jana Koriata, Seweryna Przestępcy i Stefana Złodzieja.
Podczas pewnej nocy wbrew przestrogom Koriata dwaj pozostali za pomocą dłuta i pilników otworzyli skrzynię. Oczom ich ukazał się trup zadżumionej mieszczki, przybranej we wspaniałe odzienie i lśniące ozdoby. Jednocześnie uderzył ich wstrętny zaduch, wydobywający się z kufra. Złodziej uciekł ze strachu do wsi, natomiast Przestępca, przezwyciężając strach i odrazę, ściągnął z trupa kosztowną bransoletę, lśniące pierścienie i naszyjnik z pereł. Następnie zamknął skrzynię i spokojnie udał się ze zdobyczą do swego domu. Zrabowane kosztowności Przestępca postanowił spieniężyć w Olsztynie. W tym celu następnej nocy popłynął w czółnie rzeką Łyną do tego miasta. Nie zauważyli go wartownicy, strzegący granic Warmii, gdyż spokojnie zabawiali się przy ognisku grą w kości. Po całodziennej wędrówce wodnej Przestępca dotarł do Olsztyna. Bezzwłocznie udał się do znajomej paserki, która mieszkała na tyłach kościoła parafialnego. Zaledwie zdążył pokazać jej swe kosztowności, osłabł nagle i rzucił się na łóżko. Na jego rozpalonej twarzy przerażona kobieta zauważyła czarne plamy i zaczęła krzyczeć: „Dżuma, czarna śmierć w mieście!”. Tym sposobem z Olsztyna zaraza miała rozszerzyć się na całą Warmię.

