piątek, 14 stycznia 2022

WSTĘP

"Nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las"

ZAGINIONY ŚWIAT POŁUDNIA WARMII


    Gdy w listopadzie 2021 ukończyliśmy dziesiątą wycieczkę po Zaginionym Świecie i zasiedliśmy do ogniska w Starej Kaletce, naszła mnie chwila refleksji. Wtedy to, postanowiłem, że nadszedł odpowiedni moment i czas na przypomnienie naszych tras, rozwinięcie i przybliżenie tematyki wycieczek, bo tak naprawdę, nic nie było w nich przypadkowe.

    Temat Zaginionego Świata ciągnie się za mną od prawie dwóch dekad. kiedy to uświadomiłem sobie kim jestem i jakże ulotna jest pamięć o przeszłości.
To był ten moment w życiu, gdy człowiek zaczyna zastanawiać się nad swoimi korzeniami, zadawać pytania, które nie mają prostych odpowiedzi. Próbuje odpominać historie z dzieciństwa, zasłyszane gdzieś pokątnie podczas rodzinnych spotkań, starając się odtworzyć obraz minionych dziejów. Niestety pamięć bywa ulotna, historie zatracają swój sens i naturalną chronologię, powoli stając się mitem.

    Swoistą syntezę wiedzy o tej części Warmii dokonałem kilka lat temu pisząc pracę o przemianach zachodzących w krajobrazie kulturowym Zęba Warmińskiego, czyli tej części Warmii, która jest najbardziej wysunięta na południe.
Temat był nieprzypadkowy, celowo wybrałem go po to, aby wymusić w sobie przeprowadzenie wewnętrznej inwentaryzacji wszystkiego, co do tej pory wiedziałem o Warmii.

Autor (fot. Dennis Häntzschel)
    Dlaczego akurat ta część Warmii? To oczywiste, stąd wywodzą się moje korzenie. Nigdy nie kryłem, że jestem dumnym Warmiakiem i nie wstydzę się pogmatwanej historii tej ziemi. A Warmiak to Warmiak, nie potrzebne są mu łatki: Polak czy Niemiec. To człowiek stąd. Jego świat to świat wsi, z jej rytmem, zwyczajami, religią i zabobonami. To świat prostych ludzi, przywiązanych do Boga, ziemi przodków i rodziny. Są to wartości uniwersalne, nie zmienne od wieków.
Jeśli chcesz zrozumieć Warmiaków to musisz to uszanować. Tylko taki punkt widzenia może doprowadzić Cię do uchwycenia prawdy.

    Niestety Świat prawdziwej Warmii przemija wraz z ostatnim pokoleniem przedwojennych Warmiaków. Zanika kultura, język i obyczaje, przekształcany jest krajobraz, a stare cmentarze, opuszczone osady, młyny i siedliska. nierzadko od dawna zagarnięte przez las, stają się pomnikiem minionych dziejów. Nadchodzi nowoczesność, nijakość, wygrywa mamona i fałszywi przyjaciele żądni gruntów. To przykre.
My, z pokoleń powojennych, którzy pozostaliśmy nie zapominajmy kim jesteśmy.
Naszym obowiązkiem jest pamiętać, bo ...

...WARMIA TO PRZESZŁOŚĆ, ALE PRZESZŁOŚĆ NIE ZAPOMNIANA.

    Tu też przy okazji warto wspomnieć o naszych sąsiadach: Mazurach i Prusach Górnych.
Granica między nami powinna łączyć, a nie dzielić, bo historię mamy równie skomplikowaną. Nagannym jest traktowanie nas jednakowo. Warmia, Mazury i Oberland to przecież byty odrębne, o odmiennej historii.

    Z góry zastrzegam, że nie jestem ekspertem, ciągle się uczę, poszukuję, często błądzę.
Bardzo pomocna w moich poszukiwaniach stała się GENEALOGIA, która otworzyła mi oczy na wiele nie znanych mi wcześniej aspektów przeszłości. Jest doskonałym narzędziem pozwalającym mi przenieść się choć na chwilę, do tegoż jakże ciekawego Zaginionego Świata i przeżywać radości i smutki zapisane na kartach historii. Moim marzeniem jest stworzenie jednego wielkiego drzewa genealogicznego Warmiaków.
Prócz genealogii ważne są rozmowy i spisywanie opowieści starszego pokolenia, bo niestety już wkrótce nie będzie z kim rozmawiać.

    Nie przepadam za pisaniem, jest to dla mnie droga przez mękę. Podziwiam ludzi, którzy mają lekkość w tym temacie. Gdy siadam do klawiatury myśli pędzą do przodu, ale tekst już nie. Tyle chciałby się opowiedzieć, napisać.... Zdecydowanie wolę działać, a moją areną jest teren, szczególnie las. Stąd też pomysł na wędrowanie, ale choć eksploruję Warmię od wielu lat to bardzo długo wahałem się z rozpoczęciem wspólnych wycieczek. Nie jestem do końca zwolennikiem upowszechniania wszystkiego. Powszechność to przeciwieństwo niepowtarzalności, a przecież nie w tym rzecz, żeby wszystko pokazać, opowiedzieć, a w końcu zadeptać.
Nie mniej chyba warto było spróbować. Dzięki wędrówkom poznałem wiele fantastycznych osób o podobnych zainteresowaniach i punkcie widzenia. Odkryłem, że nie jestem odosobnionym przypadkiem. Cieszy mnie, że pojawiają się na nich Warmiacy młodego pokolenia, bo w nich ostatnia nadzieja.

Południewo (fot. Wojtek Kujawski)

Cóż... sezon 2021 dobiegł końca.
Pora zacząć nowy.
Wędrujmy dalej przez historię naszej pięknej Warmii.
Tomek Brzozowski

sobota, 21 marca 2020

Czarna Śmierć na Warmii (1708-1711)

   



     Powiadano, że przywlokli ją Szwedzi w XVIII wieku, a jej ogniska pojawiały się w co raz to nowych częściach Polski. W 1708 roku trafiła do Prus na działdowszczyznę, a miesiąc póżniej panowała już w Olsztynku. Na Warmii pojawiła się w grudniu, a na południu Warmii w 1709 roku. Z tym faktem wiąże się bardzo ciekawa legenda, którą przytaczał swego czasu ks. Ernest Laws. Potomkowie Macieja Koriata, jakoby jedynego ocalałego wówczas od zarazy mieszkańca wsi Kurki. powiadali tak :

     "W pamiętnym dla Warmii roku 1709 do zacisznej wsi Kurki miało przybyć z Polski dwóch podróżnych. Zwrócili się oni z prośbą do miejscowej ludności, aby pozwolono im zostawić przyczepę swego powozu nad brzegiem jeziora, do czasu ich powrotu z dalszej podróży. Bez trudu uzyskali na to zgodę, jednak przytroczony do przyczepy duży kufer stał się przedmiotem szczególnych zainteresowań lokalnych wyrostków wiejskich, a mianowicie Jana Koriata, Seweryna Przestępcy i Stefana Złodzieja.
     Podczas pewnej nocy wbrew przestrogom Koriata dwaj pozostali za pomocą dłuta i pilników otworzyli skrzynię. Oczom ich ukazał się trup zadżumionej mieszczki, przybranej we wspaniałe odzienie i lśniące ozdoby. Jednocześnie uderzył ich wstrętny zaduch, wydobywający się z kufra. Złodziej uciekł ze strachu do wsi, natomiast Przestępca, przezwyciężając strach i odrazę, ściągnął z trupa kosztowną bransoletę, lśniące pierścienie i naszyjnik z pereł. Następnie zamknął skrzynię i spokojnie udał się ze zdobyczą do swego domu. Zrabowane kosztowności Przestępca postanowił spieniężyć w Olsztynie. W tym celu następnej nocy popłynął w czółnie rzeką Łyną do tego miasta. Nie zauważyli go wartownicy, strzegący granic Warmii, gdyż spokojnie zabawiali się przy ognisku grą w kości. Po całodziennej wędrówce wodnej Przestępca dotarł do Olsztyna. Bezzwłocznie udał się do znajomej paserki, która mieszkała na tyłach kościoła parafialnego. Zaledwie zdążył pokazać jej swe kosztowności, osłabł nagle i rzucił się na łóżko. Na jego rozpalonej twarzy przerażona kobieta zauważyła czarne plamy i zaczęła krzyczeć: „Dżuma, czarna śmierć w mieście!”. Tym sposobem z Olsztyna zaraza miała rozszerzyć się na całą Warmię.

    We wsi Kurki, według legendy, ocalał tylko pasterz wiejski, Maciej Koriat. Przezwyciężając strach, pogrzebał on wszystkich zmarłych we wsi, po czym na jesieni 1709 r. wraz ze swymi owcami powędrował w stronę Nidzicy. Wzdłuż jeziora poprzez wieś Brzeźno dotarł do wsi Likuzy, gdzie zaledwie kilka osób pozostało przy życiu. Tu osiadł i ożenił się. Jemu i jego potomkom zawdzięczamy niniejszą legendę "





WSTĘP

"Nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las" ZAGINIONY ŚWIAT POŁUDNIA WARMII      Gdy w listopadzie 2021 ukończyliśmy d...